Nueve
Wszystkie wpisy

Czat, który wszystko wie i niczego nie robi

Firma kupuje wdrożenie AI. Pół roku później ma asystenta, który odpowie na każde pytanie o firmę, po polsku, z odnośnikiem do źródła. Właściciel pokazuje to gościom i jest dumny. Warto wtedy zadać jedno pytanie: czy ktokolwiek w tej firmie pracuje mniej. Bo cała wartość leży wyżej.

Trzy poziomy samodzielności

Trzy poziomy samodzielności AI w firmie. Dlaczego rynek zatrzymał się na pierwszym i dlaczego cała wartość leży wyżej.


Firma kupuje wdrożenie AI. Pół roku później ma asystenta, który odpowiada na każde pytanie o firmę.

Ile zleceń jest opóźnionych. Co ustaliliśmy z tym klientem w lutym. Które faktury nie mają kompletu danych. Odpowiada po polsku, w kilka sekund, z odnośnikiem do źródła. Właściciel pokazuje to gościom i jest z tego dumny, bo jest z czego.

Warto wtedy zadać jedno pytanie. Czy ktokolwiek w tej firmie pracuje mniej.

Plan produkcji dalej powstaje ręcznie o szóstej rano. Faktury dalej wystawia Magda. Przyjęcia towaru dalej ktoś przepisuje wieczorem z kartki. Asystent wie o tym wszystkim i nie może z tym zrobić absolutnie nic.

To, co kupiliście, nazywa się warstwą danych

Nazwijmy rzecz po imieniu. Taki asystent to warstwa danych z czatem na wierzchu.

Warstwy danych budujemy w firmach od kilkunastu lat. Wcześniej podpinaliśmy pod nie dashboardy, więc klikaliście filtr i dostawaliście wykres. Teraz podpinamy pod nie model językowy, więc pytacie po polsku i dostajecie zdanie. Pod spodem dzieje się dokładnie to samo. Ktoś zebrał dane w jedno miejsce i zbudował na nich odczyt.

To jest naprawdę potrzebne. Bez tego nie da się zrobić kroku dalej, bo AI nie może działać na czymś, czego nie widzi. My też zaczynamy każde wdrożenie właśnie tutaj i uważamy to za jedyny sensowny start.

Problem polega na czymś innym. Dla większości firm, które dziś kupują AI, to jest cały produkt. Tak wygląda przeważająca część wdrożeń na polskim rynku, robionych przez małe butikowe agencje AI. Kończą się w miejscu, w którym praca dopiero mogłaby się zacząć.

Powód jest prosty. Odczyt jest łatwy. Można go postawić w kilka tygodni, ładnie wygląda na spotkaniu i nic w firmie nie może przez niego pójść źle. Wszystko powyżej odczytu wymaga rzeczy, których taki projekt zwykle nie ma. Zdefiniowanych akcji z uprawnieniami, historii każdej zmiany, odwracalności i kogoś, kto weźmie odpowiedzialność za to, że AI coś naprawdę zrobi.

Dlatego mówimy o poziomach. Są trzy i dokładnie widać, na którym kto stoi.

Trzy poziomy samodzielności

Poziom 1: AI widzi wszystko i nie może niczego dotknąć

Zanim opiszemy poziom pierwszy, warto nazwać punkt wyjścia, bo tam stoi dziś prawie każda polska firma.

Poziom zerowy to ślepe AI. Narzędzie jest kupione, siedzi w Microsofcie albo w przeglądarce, i nie wie o firmie nic. Napisze ogólnego maila. Nie powie Wam, gdzie jest zamówienie 4521.

„Mamy Copilota, ale nie ma dostępu do informacji, więc de facto nie pomaga." — producent oświetlenia, 80 osób

Na poziomie pierwszym to się zmienia. Wszystkie fakty z firmy trafiają w jedno miejsce, razem ze słownikiem, który opisuje, czym jest Klient, Zamówienie i Maszyna. AI czyta z tego wszystko.

Co potrafi: odpowiadać, streszczać, tłumaczyć, wyszukiwać, przygotować projekt maila, zaproponować rozwiązanie.

Czego nie potrafi: zmienić czegokolwiek. Patrzy i nie dotyka. Zero zapisu.

I to jest uczciwie postawiona granica, a nie wada. Na tym poziomie AI nie może zrobić firmie krzywdy, więc jest to jedyne rozsądne miejsce, żeby zacząć. Większość klientów po dojściu tutaj czuje, że dotarła na miejsce, bo firma pierwszy raz w historii ma wspólną pamięć.

Oszczędzacie tu czas patrzenia. Nie oszczędzacie czasu robienia.

Poziom 2: AI wykonuje pracę, a Wy klikacie zatwierdź

Tu włączają się akcje i to jest pierwsza prawdziwa zmiana w tym, jak firma pracuje.

AI przestaje mówić „to zlecenie powinno zostać przełożone" i zaczyna je przekładać. Zakłada klienta. Przydziela maszynę. Przygotowuje fakturę. Przy każdej takiej rzeczy zatrzymuje się i czeka, aż człowiek kliknie zatwierdzenie.

Kluczowe jest to, jak AI to robi. Nie ma dostępu do bazy danych i nie pisze po niej po swojemu. Może wykonać wyłącznie akcje, które ktoś wcześniej opisał, z uprawnieniami i regułami w środku. Człowiek widzi propozycję, może ją poprawić przed zatwierdzeniem, a każda wykonana akcja zostawia wpis w historii. Dzięki temu wszystko da się cofnąć i wszystko da się sprawdzić.

Weźmy przykład, do którego będziemy wracać. Magazynier dostaje towar i skanuje dostawę na tablecie. AI widzi skan, porównuje go z zamówieniem u dostawcy i przygotowuje przyjęcie. Ktoś rzuca okiem i klika. Zamiast przepisywania wieczorem z kartki jest jedno spojrzenie i jedno kliknięcie.

To jest pierwszy poziom, na którym oszczędzacie czas robienia, a nie tylko czas patrzenia. Dla większości naszych klientów to jest właściwy cel na najbliższy rok.

Jedna akcja na trzech poziomach

Poziom 3: rutyna dzieje się sama, człowiek pilnuje wyjątków

Wróćmy do tego samego przyjęcia towaru. Przez pół roku AI przygotowywało je setki razy i za każdym razem ktoś klikał zatwierdzenie. Prawie zawsze bez poprawki.

W tym momencie klikanie przestaje cokolwiek wnosić. Człowiek nie sprawdza już tej akcji, on ją odklikuje. Zdejmujecie więc krok zatwierdzania z tej jednej akcji i od tego dnia przyjęcia towaru księgują się same.

Tak wygląda poziom trzeci. Rutyna toczy się bez człowieka w środku, a ludzie przesuwają się z obsługiwania systemu na pilnowanie go. Patrzycie na tablicę, zajmujecie się tym, co AI oznaczyło jako wyjątek, i poprawiacie rzadkie pomyłki. W literaturze nazywa się to ciemną fabryką, bo w wersji skrajnej hala pracuje przy zgaszonym świetle.

Dwie rzeczy trzeba tu powiedzieć wprost, bo bez nich to brzmi jak nieodpowiedzialna obietnica.

Po pierwsze, samodzielność zawsze jest ograniczona. Poziom trzeci dotyczy akcji powtarzalnych, sprawdzonych i odwracalnych. Nigdy nie jest to przełącznik dla całej firmy.

Po drugie, historia zdarzeń pilnuje tego z drugiej strony. Skoro każda akcja, także ta wykonana samodzielnie, zostawia wpis z czasem i źródłem, to błąd zostaje wyłapany i cofnięty, a nie zamieciony pod dywan.

Poziom nie jest ustawieniem firmy. Jest kolumną przy każdej akcji.

To jest miejsce, w którym cała ta drabina przestaje być marketingiem, więc warto się przy nim zatrzymać.

Żadna firma nie stoi na jednym czystym poziomie. Poziom ustawia się osobno dla każdej pojedynczej akcji, jako jedno pole przy jej definicji.

UstawienieCo znaczyPoziomPrzykład akcji
tylko odczytAI może to przeczytać i nic więcej1pokaż opóźnione zlecenia, pokaż obciążenie maszyn
za zgodąAI proponuje, człowiek zatwierdza2przełóż zlecenie, anuluj zamówienie, wystaw fakturę
samodzielnieAI po prostu to robi3zaksięguj przyjęcie towaru

Ta sama firma jest więc jednocześnie na poziomie trzecim przy przyjęciach towaru, na drugim przy fakturach i wciąż na pierwszym przy przekładaniu produkcji. To jest normalny, docelowy stan, a nie etap przejściowy.

Ta jedna kolumna jest całym systemem zarządzania samodzielnością AI. Nie ma tu żadnego osobnego silnika reguł ani nic do konfigurowania poza tym. Celem nigdy nie jest ustawienie wszystkiego na „samodzielnie". Celem jest każda akcja na najwyższym poziomie, jaki jest dla niej bezpieczny.

Awans akcji

Awans akcji na samodzielność udowadnia się liczbami

Zostaje pytanie, po czym poznać, że akcję można puścić samodzielnie. Odpowiedź „bo AI wydaje się już wystarczająco dobre" jest bezużyteczna i tak właśnie powstają katastrofy.

Robimy to inaczej. Każdy moduł ma swojego wyspecjalizowanego agenta, który zajmuje się jedną dziedziną. Planowaniem, wycenami, produkcją, magazynem. Takiego agenta da się sprawdzić na historii tego konkretnego działu, dokładnie tak, jak sprawdza się nowego pracownika.

Nasz agent od planowania przeszedł taki egzamin. Odtworzyliśmy tydzień produkcji w jednej z drukarni, sto dwadzieścia dwa zlecenia. Plan ułożony przez agenta zgadzał się z planem doświadczonego człowieka w dziewięćdziesięciu trzech procentach przypadków, z dokładnością do jednego dnia. Przy zerze przepełnionych zmian, podczas gdy w planie ludzkim przepełnionych było pięć, jedna nawet o ponad pięć godzin. Na dziesięciu tygodniach i tysiącu pięciuset zleceniach agent oddał czterdzieści dwa zlecenia po terminie. Człowiek dziewięćdziesiąt sześć.

Takie liczby to jest coś, co można położyć właścicielowi na stole. Awans akcji przestaje być przeczuciem i staje się decyzją opartą na danych z jego własnej firmy.

Faktury i maile zostają przy zatwierdzaniu na zawsze

Jest granica, której nie przekraczamy niezależnie od tego, jak dobre będą liczby.

Akcje nieodwracalne nigdy nie stają się samodzielne. Wysłany mail do klienta, wystawiona faktura, zamówienie u dostawcy. Wszystko, czego nie da się cofnąć jednym ruchem, zostaje przy zatwierdzaniu na zawsze.

To nie jest ostrożność na zapas. Cała bezpieczna samodzielność stoi na jednym założeniu, że każdy błąd da się wyłapać i odkręcić. Tam, gdzie to założenie znika, znika też podstawa do zdejmowania człowieka z drogi.

Warto tego pilnować także po drugiej stronie stołu. Jeśli ktoś sprzedaje Wam AI, które samo wysyła maile do klientów albo samo wystawia faktury, to nie jest oznaka odwagi technologicznej.

Produkcja 3, Planowanie 2, Finanse 1

Skoro poziom ustawia się przy akcji, a akcje należą do modułów, to poziom firmy najuczciwiej czyta się per dział.

Zamiast mówić „klient jest na poziomie drugim", mówimy dokładnie tak: Produkcja trzy, Planowanie dwa, Sprzedaż dwa, Finanse jeden. To jest prawdziwsze i lepiej się sprzedaje, bo właściciel od razu widzi, który dział ma następny w kolejce i ile jeszcze zostało do wzięcia.

Do tego dochodzi rzecz, która robi się ważna, kiedy agentów jest kilku. Nad specjalistami stoi jeden agent zbiorczy, z którym rozmawia właściciel, i który odpowiada na pytania sięgające przez całą firmę. Nazywamy go Dyrektorem.

Dyrektor nie ma żadnego własnego prawa zapisu. Kiedy zleca Planiście przełożenie zlecenia, ta akcja wykonuje się na swoim własnym poziomie, czyli przechodzi przez dokładnie tę samą bramkę, przez którą przeszedłby człowiek. Nie istnieje ścieżka „zlecił to Dyrektor, więc leci bez pytania". Bez tej zasady hierarchia agentów zamieniłaby się po cichu w drabinę do omijania uprawnień.

Poziom per dział

Po co to wszystko: robot dostaje tę samą akcję

Teraz najważniejsze, bo cała ta drabina prowadzi w konkretne miejsce.

Wierzymy, że w ciągu tej dekady do polskich hal wejdą roboty, w tym roboty humanoidalne, i że fabryki, które będą na to gotowe, odjadą reszcie. Nie budujemy robotów i nie zamierzamy. Budujemy warstwę, która powie robotowi, co ma dziś do zrobienia.

To brzmi jak odległa wizja, więc pokażmy, co konkretnie już dziś jest pod nią zrobione.

Akcja nie wie, kto ją wykonuje. „Zgłoś wykonanie operacji" wywołuje dziś człowiek stuknięciem w tablet. Jutro wywoła ją agent. Później komórka robotyczna. Dla systemu to jest jedna dodatkowa wartość w polu opisującym wykonawcę, a nie przebudowa.

Robot jest wierszem w kartotece maszyn. Planista rozdziela pracę na zasoby według tego, co dany zasób potrafi i jak szybko pracuje. Nie interesuje go, czy ten zasób ma ramiona.

Robot podlega tej samej kolumnie. Wykonuje tę samą akcję, na tym samym poziomie samodzielności, z tym samym wpisem w historii. Nic w modelu bezpieczeństwa nie jest specyficzne dla robotów i właśnie dlatego ten model przetrwa ich pojawienie się.

A zapis pracy jest paliwem. Ile naprawdę trwa przezbrojenie na Waszej maszynie, w jakiej kolejności robi się te operacje, co się psuje i jak ludzie to ratują. Tego nie ma ani twórca modelu AI, ani producent robotów, ani dostawca ERP. Ma to wyłącznie Wasza hala i wyłącznie wtedy, gdy ktoś to zapisuje. Firma, która wchodzi na poziom drugi dzisiaj, przez najbliższe lata zbiera zbiór danych, którego nie da się kupić.

I stąd bierze się jedyna droga do fabryki, która prowadzi się sama. Nie prowadzi przez dokładanie kolejnych ekranów, bo przy każdym ekranie i tak musi usiąść człowiek. Prowadzi przez przesuwanie decyzji, jedna po drugiej, z rąk człowieka do systemu, w miarę jak każda z nich udowodni, że jest bezpieczna. Człowiek nie znika z tego obrazka. Przesuwa się w górę, z wykonywania na nadzór.

Ten sam system, kolejny wykonawca

Poziom pierwszy jest fundamentem, a nie metą

Wróćmy do firmy z początku. Do tej, która ma pięknego asystenta i w której nikt nie pracuje mniej.

Ta firma nie zrobiła niczego złego. Zrobiła pierwszy krok z trzech i zatrzymała się, bo nikt jej nie powiedział, że są jeszcze dwa.

U nas ten pierwszy krok trwa trzydzieści dni i wygląda tak samo jak u innych. Jedna rzecz, która boli najbardziej, postawiona i działająca, na razie w trybie odczytu. Różnica jest w tym, co stoi pod spodem. Od pierwszego dnia budujemy słownik firmy, zdefiniowane akcje i historię, czyli dokładnie te trzy rzeczy, bez których nigdy nie wejdziecie wyżej.

Potem wybieramy pierwszą akcję, która ma sens, i włączamy ją za zgodą. Potem następną. Kiedy któraś udowodni liczbami, że jest bezpieczna i powtarzalna, zdejmujemy z niej klikanie. Faktury i maile zostają przy zatwierdzaniu, na zawsze.

W ten sposób firma wspina się po drabinie akcja po akcji, zamiast czekać na wielkie wdrożenie, które wszystko zmieni naraz.


Jeżeli macie już AI, które ładnie odpowiada na pytania, i chcecie zobaczyć, co jest wyżej, odezwijcie się. Pokażemy to na Waszym procesie, na konkretach, a nie na slajdach.

Dalsza lektura

Sprawdźmy, jak możemy Ci pomóc

Wypełnij formularz i opowiedz nam więcej o swoim biznesie — chętnie sprawdzimy, czy możemy Ci pomóc.

Chronione przez reCAPTCHA.